Mój mały Harpagan

Znajomi rodzice twierdzą, że wszędzie jeżdżą z dzieckiem i że uwaga: lubią to. Rozumiem, że o gustach i upodobaniach się nie dyskutuje, ale moje są zupełnie inne.

Byłam wczoraj z Maleństwem w urzędzie. Musiałam złożyć wniosek o objęcie mnie podatkiem. Wniosek długi tak, że gdy go zobaczyłam, wiedziałam już, że będą problemy! Które zdrowe i normalne dziecko wytrzyma siedząc spokojnie dłużej niż 5 min? Może i są takie, ale moje się do nich nie zalicza. Wypełniłam więc wniosek pobieżnie wpisując dane, które znałam, a z resztą podeszłam do pani urzędniczki. Liczyłam na to, że szybciej wyciągnie z dokumentów potrzebne liczby, bo na pewno wie gdzie szukać.
Najpierw pani chciała mnie spławić dając mi kalkulator i jakieś wzory do wyliczeń. Po chwili Maleństwo zaczęło podejmować całkiem sprawne próby opuszczenia wózka. Pani urzędniczka wytrzymała ze 3 min. W końcu wzięła ten kalkulator i sama wyliczyła wszystko co było potrzebne. Wiedziałam, że pójdzie sprawniej jak ona to zrobi! Miałam tylko dziwne wrażenie,jakby bardzo chciała, żebyśmy już sobie poszli…

W sobotę natomiast byliśmy u fryzjera. Na szczęście dobrze znam właścicielkę zakładu, bo moje dziecko: próbowało obejrzeć od tyłu i od spodu duże stojące reklamy, kręciło krzesłami i stołkami, na których siedzieli fryzjerzy, a na koniec chciało sprawdzić co jest w szufladach. Potem już zawiozłam je do dziadków, ponieważ obawiałam się, że cierpliwość innych klientów w końcu się skończy.

Nie myślcie sobie jednak, że Maleństwo jest jakimś małym upiornym stworzeniem. Jest dokładnie takie, jak większość maluchów, które właśnie nauczyły się chodzić i wrodzona ciekawość świata pcha je ku nowym odkryciom. Cóż, jak powiedział ostatnio mój sąsiad: wystarczy że my z żoną cieszymy się naszym szczęściem. Inni nie muszą. Dlatego jak tylko możemy zostawiamy dziecko w domu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *