Pierwsze urodziny

I minął nam rok… Najszybszy rok w moim życiu i zapewne najdłuższy (bo jedyny, co nie daje skali porównawczej) w życiu Maleństwa.

Z tej okazji z samego rana zjawiła się u nas ciocia Ania. Maleństwo dokazywało, dokazywało, aż padło a ciocia poleciała do domu, bo miała tego dnia iść jeszcze na wesele. Mały nie nauczył się chyba rozróżniać i wszyscy, którzy mieszkają w domu mojej mamy nazywają się „baba”. Tak więc ciocia-baba wieczorem już nie przyjechała.

Maleństwo tak się wybawiło z ciocią-babą, że spało prawie trzy godziny i ledwo zdążyliśmy na przyjście reszty gości. Mieli przyjść o 14:00, a Mały obudził się o 13:40. Przez korki prawie wszyscy się jednak spóźnili. Trochę się bałam, że przy takiej ilości osób mój synek wpadnie w panikę. A on miał najlepszy humor odkąd pamiętam! Wyglądał trochę tak, jakby się niesamowicie cieszył, że wszyscy przyszli i się z nim bawią. Biegał po całym mieszkaniu, śmiał się i zaczepiał wszystkich.

Maleństwo dostało tyle zabawek, że prawdę mówiąc część odłożyłam na później, bo obawiam się, że wszystkimi nie jest w stanie się bawić. Dostał m.in żółwia, który świeci w ciemności. Żółw rzuca na ściany światło w kształcie gwiazd. Zasnąć to Mały przy tym nie zaśnie, ale za to świetnie się bawi łapiąc gwiazdki. Gdy się zmęczy prosi jednak o wyłączenie żółwia…

Poza tym od baby i baby (czyli babci i dziadka) dostał zdalnie sterowany samochód. Jestem w szoku, bo nauczył się, jak go prowadzić! Myślałam, że jedyna funkcja zabawki będzie taka, że ja będę sterować, a Maleństwo będzie gonić, tymczasem on siedzi i świetnie się bawi!

Od drugich dziadków dostał samochód, w który można wkładać klocki. Na razie ja się nim bawię, a Maleństwo obserwuje. Ale myślę, że niedługo dorośnie i do zabawy. Tak samo rzecz się ma z kostką edukacyjną od cioci-baby i wujka (chłopaka cioci-baby). Tylko niektóre segmenty kostki są w użyciu, ale przeprowadzimy małe szkolenie i już niedługo na pewno Maleństwo nauczy się wrzucać klocki.

To tylko część prezentów, bo są jeszcze samochodziki, zjeżdżalnia dla czegoś w rodzaju pingwinów do kąpieli, klocki lego itd. Jednym słowem dobrze, że od dwóch miesięcy nie kupowałam żadnych zabawek, bo w tej chwili mamy zatrzęsienie. Oboje z Maleństwem jesteśmy strasznie szczęśliwi! Z poprzednich zabawek Mały wyrósł i już nie chciał się nimi bawić. Teraz wreszcie mamy co robić w jesienne wieczory!

Wracając do urodzin: Maleństwo bawiło się tak intensywnie, że ok 16:00 jeszcze przed zdmuchnięciem świeczek nadawało się tylko do położenia do łóżka. Świeczki zdmuchnęłam ja, dorośli zjedli tort, a jubilat poszedł spać. Jeśli ktoś się dziwi, że Maleństwo nie jadło tortu to wyjaśniam: dostało do spróbowania kawałeczek każdej warstwy i wszystkie wypluło. Moje dziecko jest jedynym jakie znam, które nie lubi i nie zje słodyczy. Ale może to i lepiej?

Goście posiedzieli prawie do 18:00 i generalnie było bardzo bardzo miło. No i Maleństwo było naprawdę strasznie szczęśliwe!  My też… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *