Rodzić i ronić po ludzku

Akcja Gazety Wyborczej „Rodzić po ludzku” na pewno wiele zmieniła na polskich porodówkach. Niestety nadal wciąż dużo jest do zrobienia. Przydałaby się też nowa akcja „Ronić po ludzku”.
Od zawsze mnie zastanawiało, dlaczego na porodówkach i na oddziałach ginekologicznych na których kobiety ronią ciąże nie ma psychologów. W obu przypadkach ich obecność byłaby jak najbardziej uzasadniona. Poronienie jest najczęściej dla kobiety traumą, z którą trudno jest sobie samemu poradzić. Mogą się pojawić klasyczne objawy depresji: zaburzenia snu, duszności, niechęć do wstawania z łóżka. Nawet jeśli nie dojdzie do depresji kobieta musi się zmagać z bólem po stracie. Nie zawsze może liczyć na wsparcie i zrozumienie rodziny w tej trudnej sytuacji.
A poród? Zdawałoby się, że jest rzeczą najbardziej naturalną na świecie… I niesamowicie radosną! W tym tygodniu w Wysokich Obcasach ukazał się wywiad pt. „Porodówka jak poligon”, w którym psycholog opowiada, że po porodzie niektóre kobiety cierpią na zespół stresu pourazowego (PTSD). A któż z nas nie słyszał o baby bluesie albo depresji poporodowej?
Psycholog w szpitalu miałby mnóstwo pracy. Po pierwsze powinien uczyć kobiety technik relaksacji, które w prawdzie nie ukoją np. bólu po stracie dziecka, ale pomogą zasnąć bez brania lekarstw. Po drugie mógłby pomóc młodym matkom i kobietom, które poroniły radzić sobie ze stresem. Po trzecie psycholog byłby tą osobą, która może bezstronnie wysłuchać. Niestety nie zawsze kobieta ma wsparcie w najbliższych. Czasami po prostu nie potrafią oni jej pomóc albo nie rozumieją problemu. Czasami zdarza się, że rodząca albo roniąca nie ma rodziny czy partnera. W takich sytuacjach lekarz pomoże zdjąć część ciężaru milczenia. Czwartym problemem, którym mógłby pomóc zająć się psycholog jest kwestia relacji pomiędzy partnerami po poronieniu lub porodzie. Poronienie jest traumą, która czasami wpływa na oddalenie się od siebie partnerów. Niestety czasami również poród i posiadanie dziecka negatywnie wpływa na relacje w związku.
Po roku od urodzenia się mojego syna zebrało mi się na podsumowania i wypytałam znajome matki jak się czuły, gdy wróciły z noworodkiem do domu. Dostałam jedynie odpowiedzi o wydźwięku negatywnym. Powszechne jest przerażenie, przemęczenie, ciągły płacz. Dlaczego?
Kiedyś ludzie żyli w dużych rodzinach. Poród był zjawiskiem zupełnie naturalnym, ale moja babcia przez sześć tygodni po porodzie mogła liczyć na pomoc całej rodziny i nie miała prawa wstać z łóżka. Miała czas aby wypocząć i odzyskać siły. Ktoś zajął się dziećmi (również noworodkiem), a ktoś inny ugotował i posprzątał. W dzisiejszych czasach kobieta zostaje ze wszystkim zupełnie sama. Nawet jeśli jej partner weźmie tydzień urlopu, potem musi wrócić do pracy i nie ma go w domu często po 10-12 godzin/dobę. Trudno się dziwić, że matki (choć niewątpliwie kochają swoje dzieci) czasami nie radzą sobie w otaczającym świecie.
Jak widać zmieniła się nasza rzeczywistość więc czas, aby poszły za nią zmiany w szpitalach. Przyjemnie jest rodzić wśród miłego personelu i wraz z rodziną. Nie zapominajmy jednak o tym, co jest po porodzie. Poród trwa kilkanaście godzin, a rzeczywistość, która nastaje po nim kilka lat. Warto się do niej psychicznie przygotować, aby umieć się nią cieszyć. Dlatego warto zapewnić wsparcie psychologa kobietom w szpitalach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *