System edukacji a utracone możliwości

Ostatnimi czasy podczas przeglądania gazet albo czytania książek coraz częściej kołaczą mi się po głowie myśli o utraconych szansach i możliwościach. Nie ma co się okłamywać: projektantem mody raczej już nie będę, modelką tym bardziej. Przy moim wzroście nawet 10 lat temu byłoby to bardzo wątpliwe. O reszcie walorów się nie wypowiadam, bo nie wiem na jakiej zasadzie oceniają to agencje modelek. Nie zostanę też dziennikarzem wojennym ani nie napiszę reportaży jak Kapuściński. Nie zostanę kierowcą rajdowym ani alpinistką. Jest tyle rzeczy, których prawdopodobnie już nie zrobię… Coraz częściej widzę też konkursy przeznaczone dla studentów przed ukończeniem dwudziestego piątego roku życia. Ich też nie mam szansy wygrać.

Nie chodzi mi jednak o rozczulanie się nad sobą, tylko zadaję sobie pewne pytanie: jak to jest, że o swojej przyszłości musimy zdecydować po skończeniu liceum czy innej szkoły w wieku około dziewiętnastu lat? Być może ktoś się ze mną nie zgodzi, ale wydaje mi się, że w czasie do około dwudziestych piątych urodzin podjęte przez człowieka decyzje często wpływają na większość jego życia. W tych latach idziemy na studia lub kursy zawodowe, zdobywamy pierwsze doświadczenia na rynku pracy (które poprzez cv często rzutują na to, jaką pracę będziemy mieli w kolejnych latach), poznajemy męża/żonę…

A teraz, żeby nikogo nie zdenerwować, opowiem o sobie nie generalizując, że każdy maturzysta taki jest. Otóż ja w wieku dziewiętnastu lat nie wiedziałam o sobie nic. Nie wiedziałam czym chciałabym się zajmować. Interesowałam się wszystkim i niczym. Miałam sporą wiedzę ogólną i niewiele szczegółowej. Miałam wyobrażenie o studiach, po których spodziewałam się, że nauczę się zawodu i będę super specjalistką w mojej dziedzinie. Wiedziałam, że nie chcę pracować siedząc przy biurku, ale nie potrafiłam określić co konkretnie chciałabym robić. Myślałam za to, że jestem już taka dorosła i tak wiele wiem o życiu, że nie muszę w ogóle nikogo słuchać. Więcej: w wieku dziewiętnastu lat czułam się starsza i mądrzejsza niż teraz zbliżając się do trzydziestki!

Niestety dopiero z biegiem lat poznawałam siebie i od jakiegoś czasu czuję się ze sobą fajnie. Wiem, czego chcę i nie miotam się w poszukiwaniu nieznanego celu. Wiem, że są pewne rzeczy należące do sfery obowiązków człowieka i że czasem rozmijają się one z pobożnymi życzeniami. Coraz częściej dostrzegam szarości a nie tylko czarno-biały obraz świata, bo wiem, że ciężko jest rzetelnie ocenić czyjeś postępowanie. Nauczyłam się doceniać to co mam nie goniąc czegoś, czego nie złapię.

Ale wróćmy do tych dziewiętnastu lat: czy nastolatek taki jak ja wtedy może podjąć samodzielnie trafną decyzję odnośnie dalszego kształcenia czy pracy? Czy potem z perspektywy czasu nawet w wieku trzydziestu lat nie będzie tej decyzji żałował? Czy nie powinno być tak, że ktoś młodemu człowiekowi pomoże?

Przeraża mnie to, że kiedyś moje Maleństwo stanie przed takim wyborem. Uważam, że nasz system edukacji do niczego nie przygotowuje… Nie wyszukujemy ludzi utalentowanych już w pierwszych klasach szkół podstawowych. Edukacja nie rozwija w dzieciach ich zamiłowań pozwalając jedynie liznąć podstaw przedmiotów, które ich nie interesują. Wreszcie, na koniec szkoły średniej nie mają możliwości skonsultowania swoich predyspozycji i zainteresowań z psychologiem. Po edukacji zostają nam w pamięci takie pojęcia jak np. „mitoza” i „mejoza”, choć zapewne większość z nas nie potrafiłaby teraz tych procesów opisać. Szkoda, bo potem my jako ludzie myślimy, że być może przegapiliśmy jakieś możliwości, a Polska jako państwo nigdy nie będzie miała tylu noblistów, co Stany Zjednoczone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *