Tata na odległość: Jak ułożyć relacje z dzieckiem po rozwodzie?

jak być ojcem po rozwodzie

Biorąc ślub chcemy, by to był związek do końca życia. Jednak czasem dzieje się inaczej: rodzice się rozstają i jedno z nich staje się „rodzicem na odległość”. Najczęściej tata. Jak być w tej sytuacji „zaangażowanym ojcem” i czy można mimo wszystko mieć udane relacje z dzieckiem. Dlaczego to ważne?

Zdarza się, że pary się rozstają. Jednak wciąż pozostają rodzicami. Większość osób u progu rozwodu zastanawia się, czy relację z dziećmi da się na nowo ułożyć i jak się odnaleźć w nowej sytuacji. Czy da się to zrobić bez szkody dla dzieci?

Ireneusz Gralik: Oczywiście, że tak. Samo słowo „relacja” oznacza, że jest się w kontakcie. Nie z doskoku, tylko regularnie. Po rozwodzie dziecko przeważnie, choć nie zawsze, pozostaje z mamą. Relacje to jest permanentny kontakt, omawianie wszystkich problemów życiowych, potknięć dzieci, pytań. To jest klucz do sukcesu.

Oczywiście jest to też świadomość osób dorosłych i chęć, by być w kontakcie z dzieckiem, a tym samym z byłą partnerką czy partnerem. Nawet jeśli nie ułożyło im się wspólne życie, ale są dojrzali i rozumieją, że jeszcze mają owoc swojej miłości, czyli dziecko lub dzieci, w imię ich dobra powinni rozmawiać i wymieniać się opieką nad dziećmi. To się uda, jeśli nie będzie się patrzyło przez pryzmat własnego bólu i wyobrażeń, a także postawionej przez nas poprzeczki (przeważnie wysoko).

„Rozwód po dżentelmeńsku” brzmi świetnie, ale rzeczywistość lubi odbiegać od ideału. Rozwodzimy się m.in. dlatego, że nie możemy dojść do porozumienia. Jednocześnie każdy z nas biorąc ślub liczył na to, że to będzie związek do końca życia. Ta nadzieja legła w gruzach. Kto i jak może nam pomóc przejść przez rozwód, by dzieci ucierpiały na nim jak najmniej?

Ireneusz Gralik: Jeśli partnerzy są otwarci i dojrzali, nikt nie musi pomagać. Żadna trzecia osoba, żaden lekarz. Warunkiem jest to, by partnerzy potrafili nie patrzeć na świat egoistycznie i wyjść poza własne ego oraz starali się widzieć wszystko w długiej perspektywie. Dłuższej niż dzień czy tydzień. Czas leczy rany, a emocje opadają. Podstawą jest merytoryczna osoba. Można powiedzieć sobie „Nie wyszło nam. Mamy wspaniałego syna czy córkę. Robimy to dla nich”. Jeśli jest ta rozmowa nie ma potrzeby obecności osoby trzeciej, która byłaby pośrednikiem czy amortyzatorem. Proza życia wymaga od nas podjęcia konkretnych kroków, których nikt za nas nie wykona. Robimy to podejmując decyzję czy też jej nie podejmując (co też jest decyzją). Jeśli uświadomimy sobie, że to my tworzymy codziennie nasze życie i życie naszych dzieci, jesteśmy otwarci, odstawimy na bok swoje ego i uczucia, jesteśmy w stanie dość szybko przywrócić pozytywne relacje.

Nawet gdy jest już po rozwodzie dwie strony powinny rozumieć, że należy i trzeba rozmawiać, że to jest podstawa. Trudno jest zrezygnować z komunikacji, gdy trzeba omówić rok szkolny dziecka albo kwestię finansowania obozu. Prędzej czy później partnerzy, którzy próbują unikać komunikacji zderzą się z tym, że rosnące i obserwujące rodziców dziecko wypomni im ich kłótnie czy brak komunikacji. Dlatego powtarzam: rozmowa, rozmowa i rozmowa. Zawsze wiedziałem, że bez rozmowy po rozstaniu krzywda może się wydarzyć tak naprawdę głównie dzieciom, które nie są niczemu winne i nadal kochają i jednego i drugiego rodzica.

W swojej książce „Bracia” napisałem, że rozwody są testem na dojrzałość. Na to, czy ludzie potrafią być dyplomatami, negocjatorami, czy potrafią wyjść ze swoich wyobrażeń. Także tego, czy potrafią wyjść z roli i spojrzeć na świat z boku.

Po rozwodzie rodziców dziecko ma prawo czuć pustkę, zawód, złość, smutek czy bezsilność. Jak rodzice mogą je wspierać i być przy nim nawet wtedy, gdy jeden z rodziców (najczęściej ojciec) jest daleko?

Ireneusz Gralik: To że tata nie mieszka w tym samym domu nie oznacza, że nie może podjechać i spotkać się z dzieckiem, jeśli mieszka w tym samym mieście. Jeśli mieszka daleko, takie spotkania trzeba zaplanować i zorganizować.  To nie jest utrudnienie tylko organizacja i kwestia chęci. To nie zmienia tego, że relacje można tworzyć na różny sposób. Czasy koronawirusa pokazały nam, że relacje można tworzyć na odległość. Ja też nie widzę synów codziennie, ale mimo to mamy świetne relacje. To jest pilnowanie i planowanie. Podobnie jak przy remoncie mieszkania: planujemy, kupujemy materiały i wprowadzamy plan w życie. To co się mówi i myśli trzeba po prostu wprowadzać w życie.

Co dla Pana znaczy „być ojcem obecnym/zaangażowanym”? Czy to możliwe i w jaki sposób, gdy jest się ojcem na odległość?

Ireneusz Gralik: Mój starszy syn przez wiele lat pływał: dowoziłem go na basen i pilnowałem. Młodszy syn przez kilka lat grał w piłkę. W te konkretne dni ja byłem: planowałem to i wykonywałem. Sam nie miałem kontaktu z moim ojcem i wiem, w jaki sposób to na mnie wpływało. Tę mądrość wykorzystałem budując relację z synami. Nie chciałem chłopców zostawiać. Oni czekali na te spotkania. Stali w drzwiach. Cieszyli się. Gdy starszy syn robił nawroty na basenie widziałem, że jednym okiem sprawdza, czy ja go obserwuję. Relacje buduje się także w trakcie prozaicznych czynności, jak suszenie włosów po basenie. Można też być obok siebie, a mimo wszystko nie być razem i nie tworzyć relacji. To taka forma zakłamania. Ludzie mieszkają w jednym mieszkaniu, a są obok siebie.

 W Polsce wciąż wiele mówi się o roli matki w życiu dziecka. Rola ojca przez wiele lat była marginalizowana. Jak relacje z ojcem wpływają na relacje dziecka w życiu dorosłym?

Ireneusz Gralik: Ja nie miałem relacji z ojcem. Czasem go jedynie widziałem i byłem z nim godzinę. Do tej pory pamiętam, jak mnie raz przytulił. Mama odgrywa ważną rolę w życiu dziecka, ale ojciec również jest niesamowicie istotny w wielu aspektach życia dziecka. Gdy matka próbuje pełnić rolę i ojca i matki, to nie wychodzi. I nigdy nie wyjdzie. Dziecko oczekuje od ojca innych rzeczy. Tu nie chodzi tylko o to, w jaki sposób zmienić oponę. Natura ukształtowała to tak, że potrzebujemy i mamy i taty. W poszczególnych latach życia dziecka ta skala się zmienia. Na początku dziecko potrzebuje w większym stopniu mamy, potem taty. Przychodzi do taty z innymi problemami, niż do mamy. Nie dlatego, że mama jest gorsza, czy że tata się na wszystkim zna. To dziecko decyduje o tym, z kim na dany temat chce rozmawiać. Podsumowując: nie można umniejszać ani roli mamy, ani taty. Chodzi o zachowanie równowagi.

Pana starszy syn ma 24 lata i wygląda na to, że się udało: utrzymał pan bliską relację z dzieckiem mimo odległości. Czyli jeśli się chce, zaplanuje to, a potem zrealizuje, to jest to możliwe.

Ireneusz Gralik: Oczywiście. Problem wynika z tego, że ludzie często mają wyobrażenie o tym i chcą, by rodzina była w pełni. Ale czasem nie wychodzi. Mamy burzliwe życia, w których wszystko się zmienia: praca, miejsce zamieszkania, status finansowy. Kiedyś tak to nie wyglądało. Życie było bardziej statyczne. Dlatego raz, że musimy być bardzo odporni, a dwa powinniśmy umieć rozmawiać. Tymczasem w momentach stresu ludzie się zamykają. Nie wszyscy są otwarci. powiedziałbym nawet, że większość ludzi jest pozamykanych. Gdy jesteśmy wewnętrzne zamknięci w naszych głowach zaczynają się tworzyć wymysły czy wytwory umysłu: strachy, obawy, itd. Jeśli te osoby przy różnych turbulencjach życiowych wciąż próbują rozmawiać, nawet wtedy, kiedy się nie chce albo jesteśmy wykończeni po pracy, problemy nie rosną do kolosalnych rozmiarów. Mała niezałatwiona sprawa za pół roku może stać się tajfunem, który niszczy wszystko na swojej drodze.

Gdy rodzice się rozwodzą również dziecko przesuwa skalę akceptacji. Wie, że nie będzie widywać rodzica codziennie. I świat nie wali się ani z jednej, ani z drugiej strony. Mnóstwo jest par, które udają, że są szczęśliwe i z różnych powodów nie rozwodzą się, ale też na co dzień nie zamieniają ani jednego słowa.

I taka relacja dla dziecka też jest szkodliwa…

Oczywiście, że tak. Gdy ludzie się nie akceptują, ale muszą przebywać ze sobą w jednym mieszkaniu, mamy do czynienia z farsą. I to widzi też dziecko. To jest teatr, który za kilka lat nasze dziecko oceni z pozycji dorosłego człowieka.


Ireneusz Gralik jest autorem opowiadań i powieści, inspiratorem rozwoju osobistego. Napisał do tej pory: „Inspirujące opowiadania”, „Słuchajcie siebie” oraz „Jabłka i kwiaty” i „Bracia”. Wieloletni ekspert w zakresie budowania i utrzymywania długoterminowych relacji z ludźmi. Zawsze optymista. Namawia do pilnowania własnych myśli i nieunikania rozmów zwłaszcza tych, które wydają się „trudne”. Jest zdania, że każda rozmowa rozwija, trudniejsza jeszcze bardziej. Jego motto brzmi: „W zdrowym ciele zdrowa myśl”. Przyszedł czas na ODWAGĘ! Książki Irka Gralika można kupić przez stronę www.gralik.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *