Chorwacja uzależnia? Sprawdziliśmy, dlaczego tak wielu Polaków od lat jeździ tam na wakacje!

Mówiąc „Chorwacja” większość osób myśli o pięknych widokach i lazurowej wodzie. Ja pokochałam ją za zupełnie inne rzeczy. Jakie?

Czy Chorwacja uzależnia?

Do tej pory Chorwacja, inaczej niż zapewne 90% Polaków, kojarzyła mi się z jedną z najstraszliwszych wojen ostatnich dziesięcioleci. Wszystko za sprawą książki, którą czytałam lata temu. Opowieść rozpoczynała się od bombardowania, które przerwało serbskie wesele. O ile tytułu książki nie pamiętam, o tyle opisywane w niej sceny nadal mam przed oczami. Jadąc przez Chorwację czy zwiedzając Dubrownik nie potrafiłam nie myśleć o tysiącach ofiar oraz domach, które legły w gruzach w wyniku działań wojennych. Patrząc na Chorwatów nie sposób nie pamiętać, że pewnie każdy z nich znał kogoś, kto zginął, a wielu, co tu dużo mówić, ma krew na rękach. Jaki jest naród, który zaledwie dwadzieścia kilka lat temu przeżył traumę?

Zaskakujący. Zwiedzanie muzeów i kościołów z przewodnikiem w ręku nie jest moją mocną stroną. Potrafię natomiast godzinami siedzieć patrząc na ludzi i rozmawiając z każdą napotkaną osobą. Oczywiście niecałe 3 tygodnie to zbyt mało, by wydawać jakiekolwiek sądy. Można mówić o wrażeniach. Otóż młode Chorwatki są jednymi z najsympatyczniejszych dziewczyn, z jakimi rozmawiałam. Podobnie Chorwaci. Starsze pokolenie jest pełne rezerwy. Szczególnie, gdy temperament starszych Chorwatów porównuje się z mieszkańcami innych rejonów południowych. Może powodem jest niedawna wojna, a może niesamowite zmęczenie malujące się na twarzy tych ludzi wynika z czegoś zupełnie innego?

W Chorwacji jest jednak coś, co uzależnia i sprawia, że wielu moich znajomych wraca tu co roku. Piękne widoki obszarów nadmorskich? Cisza i spokój licznych rezerwatów przyrody w głębi kraju? Dla mnie na pewno również świetna kuchnia, pyszne wino i cudowna kawa, którą uwielbiam na równi z winem.

Wczasy Chorwacja

Gdzie wybrać się na wczasy w Chorwacji? Zanim zdecydujecie się na konkretne miejsce, warto przyjrzeć się bliżej mapie Chorwacji. Aż 31 067 km² powierzchni kraju obejmują wody terytorialne na Adriatyku oraz położone na nich wyspy. To one wraz z wybrzeżem są najatrakcyjniejszym dla turystów kierunkiem. Krajobraz większości kraju zdominowany jest przez łagodne i nieco bardziej strome wzgórza.

Chorwację zamieszkuje niewiele poniżej 4,5 mln ludzi, co oznacza około 74 osób/km². Dla porównania Polskę zamieszkuje ok. 123 osób/km², zaś sąsiadujące z nią Niemcy – 225 osób/km². Jadąc przez kraj zobaczymy więc rozległe połacie niezamieszkanych ziem. Sporą część z nich zajmują parki krajobrazowe, które nieodmiennie przyciągają turystów i są nie mniejszą atrakcją niż piękna linia brzegowa i chorwackie wyspy.

Planując wczasy w Chorwacji nastawiajcie się raczej na miesiące letnie. Znana z letnich upałów pogoda zimą zaskakuje nie tyle chłodem, co bardzo dużymi opadami. Na pewno nie jest to kraj, do którego powinniśmy uciekać przed mroźną polską zimą.

Chorwacja ceny

Przez wiele lat znajomi opowiadali mi o niskich cenach przyciągających ich do Chorwacji. Jakież było moje zdziwienie podczas pierwszych zakupów u naszych południowych sąsiadów! Ceny w chorwackich sklepach spożywczych są o około 20%-30% wyższe niż w Polsce. Stosunkowo drogie są moje ukochane warzywa i owoce. Nie tylko drogie, ale na wyspach też słabo dostępne i niekoniecznie ładne. Optymizmem nie napawają też ceny w chorwackich restauracjach.

Najtańszym daniem są niewątpliwie frytki i pizza (50-60 kn), która Chorwatom wychodzi naprawdę dobrze. Jeśli wybierając się do Chorwacji tak jak my nastawiacie się na jedzenie owoców morza, powinniście liczyć się z cenami rzędu 400-500 kn za kilogram. Tak, dobrze czytacie: kilogram. Chorwaci podają w restauracjach ceny według tej miary, przy czym standardowo danie waży około 30 dag. Oznacza to ni mniej ni więcej koszt na poziomie 100-150 kn za danie w restauracji. W zależności od miejsca za obiad z winem domowym dla dwóch osób płaciliśmy w okolicach 400-500 kn. Najtańsze były wizyty w pizzerii, w której za 4 osoby płaciliśmy ok. 200-250 kn.

Wyspa Korcula

To na niej spędziliśmy większość z naszego ponad dwutygodniowego pobytu. Na Korcule można dostać się promem. My wybraliśmy prom płynący ze Spiltu do Vela Luki. To nie jest najkrótsza możliwa podróż morska na wyspę, ale co tu kryć: po prostu lubię pływać statkiem. Trwający 3 godziny rejs był dla mnie czystą przyjemnością. Tym bardziej, że w drodze na wyspę poznałam przemiłego barmana, który serwował świetne chorwackie wino w niewygórowanej cenie 20 kn za kieliszek…

Co warto wiedzieć? Promy odpływają kilka razy dziennie, ale w sezonie kolejki do nich potrafią być naprawdę długie. Jeśli planujecie wjechać na prom samochodem, musicie ustawić się w kolejce nawet 2-3 godziny przed odpłynięciem statku. Pracownicy portu doskonale orientują się, ile samochodów wchodzi na prom i podpowiedzą Wam, o której popłyniecie. Jest to szczególnie ważne jeśli, podobnie jak my, planujecie podróż ostatnim rejsem danego dnia. Jeśli nie dostaniecie się na prom, musicie szybko poszukać noclegu w dość zatłoczonym Splicie.

Tuż po dotarciu na miejsce wyspa Korcula zaskoczyła nas stosunkowo wysokimi wzniesieniami i oplątanymi wokół ich zboczy serpentynami. Jazda tuż nad brzegiem niczym nie ograniczonej przepaści w pierwszym tygodniu pobytu na wyspie była dla mnie nieco przerażająca. Potem już tylko od czasu do czasu krzyczałam „Zwolnij! Tu jest 20 km/godz!”. I choć nasi znajomi twierdzą, że w Chorwacji nie ma policji na drogach, nas zatrzymały dwie urocze policjantki. Rozmowie z nimi daleko było do spotkania z policją na Łotwie, mimo to przestrzegamy: ograniczenia prędkości do 20 km/godz nie są jedynie sugestią.

Miasto Korcula

Wąskie uliczki, malutkie kościółki, wszechobecny kamień i klimatyczne restauracje – miasta Korcula trudno nie polubić. Szczególnie wtedy, gdy kochacie nocne życie. Pięknie oświetlone nocą stare miasto przyciąga turystów licznymi koncertami, przedstawieniami i dyskotekami. W ciągu dnia uliczki i niewielkie placyki między domami dają schronienie przed upałem. W jednym z takich ocienionych miejsc znajduje się kawiarnia KIWI, która serwuje pyszne lody i fantastyczny tort bezowy. Jeśli tak jak ja jesteście na diecie, pani kelnerka przygotuje Wam fantastyczną ice caffe w wersji light bez lodów i bitej śmietany. Jak się dowiedziałam sama jest na niekończącej się diecie i niestety nie jest to dieta lodowa.

stock.adobe.com

Nad brzegiem morza, tuż przy porcie, znajduje się szereg knajpek oferujących najróżniejsze rodzaje kuchni. Tu napijecie się pysznego wina i zjecie genialne owoce morza. Ciekawostką jest to, że kuchnia jest dość zróżnicowana: świetne są zarówno mięsa, jak i ryby czy sałatki. Miłośnicy słodkości w większości restauracji znajdą małe co nieco na deser. Zazwyczaj pyszne.

Zarówno na Korculi, jak i w reszcie Chorwacji obowiązkową pozycją w menu są lody. Mówiąc „Poproszę Ice caffe ale bez lodów i bitej śmietany” wprawiałam Chorwatów w osłupienie. No oczywiście nie licząc fantastycznej pani w kawiarni KIWI 😉

Chorwacja: Dubrownik

Zniszczony po niedawnej wojnie Dubrownik dość szybko otrząsnął się z gruzów. W tej chwili trudno dopatrzeć się śladów ostrzeliwań i bombardowania, w wyniku których zniszczono około 70% domów na Starym Mieście. Poważnym ciosem dla miasta było także trzęsienie ziemi z 1996 roku. Jednak patrząc na przepięknie oświetlony w nocy Dubrownik trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno miasto przeżywało oblężenie, a z pobliskich wzgórz snajperzy strzelali do okolicznej ludności.

Dubrownik kwitnie, a jeśli chcecie spędzić w nim wieczór nie zapomnijcie wziąć odpowiednich ubrań. Niestety zanim wybrałam się do tego miasta nikt mi nie powiedział, że sięgająca ziemi suknia wieczorowa absolutnie nie będzie na wyrost. Dubrownik nocą przypomina nieco Weronę, ale w wersji znacznie bardziej exclusive. Ekskluzywne są również ceny. Jeśli planujecie zjeść obiad w jednej z licznych restauracji powinniście liczyć się z wydatkiem rzędu 150 kn za przystawkę i około 200-300 kn za danie główne. Oczywiście w każdym miejscu na świecie znajdziemy droższe restauracje. Chorwacja ma jednak to do siebie, że oprócz pizzerii trudno tu znaleźć lokale serwujące tańsze dania.

Chcąc zjeść za mniej musimy gotować sami lub stołować się w znacznym oddaleniu od największych i najbardziej znanych miast. Podobnie jest z noclegami. W samym Dubrowniku trudno Wam będzie znaleźć pokój dwuosobowy za mniej niż 100 Euro/dobę. Wystarczy jednak odjechać 10-15 minut od miasta, by nocleg był o połowę taniej.

Na zwiedzenie Dubrownika wystarczą Wam dwa dni. I, jak przeczytałam w jednym z przewodników, nikt nie powiedział, że musicie to robić w samo południe. Nagrzewające się mury kamiennego miasta chronią je przed jakimkolwiek podmuchem wiatru. Powietrze stoi. W środku sezonu zaopatrzcie się więc w wygodne obuwie, przewiewne ubranie i kilka małych butelek wody. Idąc będziecie mogli powoli wyrzucać kolejne puste butelki pozbywając się ciężaru. I nie wyruszajcie w miasto wcześniej niż o 16:00-17:00. To nie jest wielkie miasto. Jeśli nie planujecie wejść do każdego kościoła i muzeum, kilka godzin na pewno Wam wystarczy.

Obowiązkową pozycją na Waszej „to do list” powinien być mur okalający miasto. Niby 2 km długości to niewiele, jednak na pokonanie licznych schodków i baszt potrzebujecie około 2 godzin. Z muru zobaczycie kolejkę, która wjeżdża na pobliskie wzgórze. Z wysokości zobaczycie rozpościerające się u Waszych stóp miasto, które najbardziej niesamowite wrażenie robi wieczorem. W sierpniu zmrok zapada już około 20:00, więc na ten fantastyczny widok wcale nie musicie długo czekać. Na mur można wejść do godziny 19:00. Kolejka linowa w Dubrowniku jeździ zdecydowanie dłużej. Cennik obu atrakcji jest taki sam: bilet dla osoby dorosłej kosztuje 150 kn. Czy warto? Cóż, na mur wchodzi się raz w życiu…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *