Życie bez samochodu

Zepsuł mi się samochód. Zepsuł się tak, że nie ma sensu go naprawiać. Tragedia… Mała, ale jednak tragedia. Bez samochodu całkowicie zmienia się perspektywa. Nagle okazało się, że mieszkam na końcu świata!

Obok domu mam tylko jeden autobus, który w dodatku nie dojeżdża w najważniejsze dla mnie miejsca. Niby mogłabym pojechać nim do Carrefoura, ale jak mam wrócić z dzieckiem i wielkimi siatami zakupów? A może powinnam pojechać na 3 razy, żeby się bez problemu zabrać? No nic, może zamówię zakupy przez Internet…

Co ze świeżymi warzywami i owocami? Co z mięsem i wędlinami?  Kupuję je na bazarze oddalonym od mojego domu o około 15 kilometrów albo w sklepie z ekologiczną żywnością, do którego mam ze 4 kilometry. Do bazarku autobus nie dojeżdża, do sklepu też nie. Do obu muszę dojść spory kawałek w tym upale. Nie chcę nawet myśleć, jak będą wyglądały owoce po przywiezieniu do domu. Pewnie nie będę musiała już ich przerabiać na dżem, bo same się przerobią i zagotują w siatkach. O mięsie nawet nie wspomnę! Najgorsze jest to, że lodówka zaczęła świecić pustkami. Zostały mi tylko dwa kotlety na jutro na obiad i pół kalafiora.

Pewnie spytacie, czy naprawdę nie mam sklepu obok domu? Mam, owszem. Niestety sprzedają w nim zepsute owoce i zwiędnięte warzywa. Trzeba też uważać na daty ważności, bo zdarza się, że obsługa „zapomni” zdjąć z półki przeterminowany towar. Wszędzie pewnie się zdarza, ale w moim sklepie osiedlowym nagminnie. Do tego wszystkiego ceny są około dwa razy (!!!) wyższe niż w Carefourze (który też przecież nie jest najtańszym hipermarketem). Ale to nie wszystko! Ceny podane na towarach często różnią się od tych nabijanych przy kasie. Dziwnym trafem mi się zawsze trafiało, że były niższe niż na rachunku. Sami rozumiecie, że nie lubię tam kupować.

To jednak nie koniec moich problemów 🙁 Bez samochodu jestem zamknięta w domu… Nie mam jak pojechać do Mamy ani do jakiejś koleżanki. Nie mogę jechać na aerobik. Na basen też nie. Nigdzie, bo dojazd gdziekolwiek zajmie mi tyle czasu, że to przeczy zdrowemu rozsądkowi. Normalnie jeśli idę na aerobik, kładę Maleństwo spać o 20:00 i o 20:45 wychodzę, żeby dojechać na 21:00. Jadąc autobusem musiałabym wyjść z domu około 20:00 i wróciłabym około 23:00.

Na szczęście Mąż jedzie jutro oglądać jakieś auta. Mam nadzieję, że szybciutko coś kupimy i znowu będę mobilna!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *